#BackstageMimello „Czy artysta może się bać? – o tremie i walce z lękiem”
Jest elegancki. Spokojny. Opanowany.
Wchodzi na scenę – i widzisz charyzmę, pewność siebie, energię.
Ale minuta wcześniej… jego ręce lekko drżały.
Bo tremy nie widać na zdjęciach.
Nie słychać jej w podziękowaniach.
Nie mierzy jej żaden rider techniczny.
A ona bywa – codziennym towarzyszem.
Czasem cichym. Czasem paraliżującym.
Bo artysta to nie robot z uśmiechem wgranym w system.
To człowiek – czuły, emocjonalny, często bardzo wrażliwy.
To nie „strach przed występem”.
To strach… przed tym, że nie dam rady.
Że coś pójdzie nie tak.
Że ktoś mnie oceni.
Że nie spełnię oczekiwań – cudzych i własnych.
I nie – to nie mija z doświadczeniem.
Są artyści z 20-letnim stażem, którzy przed każdą galą głęboko oddychają, by uspokoić drżenie głosu… lub dłoni…
Są tacy, którzy nie jedzą nic przez cały dzień występu, bo żołądek zawiązuje się na supeł.
Czasem ta trema… jest darem.
Bo gdzie jest lęk – tam jest też pasja.
Gdybyśmy nie kochali tego, co robimy, to byłoby nam wszystko jedno.
A nie jest.
Nigdy nie jest.
Kiedy artysta się boi – i mimo to wychodzi.
Mimo zaciśniętego gardła – tańczy.
Mimo przyspieszonego bicia serca – mówi.
Mimo wewnętrznego chaosu – daje innym porządek, radość, magię.
Bo odwaga to nie brak strachu.
To decyzja, że coś innego jest ważniejsze niż strach.
W Mimello mamy artystów, którzy każdego dnia przekraczają siebie.
Czasem z uśmiechem. Czasem ze łzami.
Ale zawsze – z sercem.
Bo to ono prowadzi.
I dlatego właśnie ta sztuka jest tak żywa.
Bo nie opiera się tylko na technice.
Ale na prawdziwym człowieku.
A Ty?
Daj znać w komentarzu.
Bo o takich rzeczach trzeba mówić – z czułością i szacunkiem.
Z sercem. Ze zrozumieniem. Z odwagą.